Zwykły Bohater

EDYCJA 2014

Jeśli pomagasz – czuj się człowiekiem

Jeśli pomagasz – czuj się człowiekiem

Rozmowa z Mateuszem Laskowskim, finalistą akcji Zwykły Bohater 2014 w kategorii Inicjatywa.

„Młody 24-letni chłopak z Dęblina, który pomimo ciężkiej choroby, z którą zmaga się od dzieciństwa, poświęca się i pomaga ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. Do Mateusza nieustannie zgłaszają się osoby, które potrzebują pomocy, a on nigdy nikomu nie odmawia. Zorganizował m.in. zbiórki pieniędzy na leczenie Mikołajka, Oliwki, Dawidka i Edyty. Mateusz wspiera także rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi. To właśnie dla nich razem z przyjaciółmi stworzył akcję'” Zarażamy radością”. To – w skrócie – obraz tego, co Pan robi, a co przekonało członków Jury, by Pana wybrać do finału Zwykłego Bohatera. Co Pan sobie pomyślał, jak dowiedział się Pan o zakwalifikowaniu?

Po pierwsze, żaden ze mnie Pan - Mateusz jestem(uśmiech). A co sobie pomyślałem...? Na początku, że może ktoś mi robi żart i mnie wkręca (śmiech). A tak na poważnie - to szok. Człowiek nigdy nie szukał poklasku ani żadnych pochwał z tytułu tego wszystkiego a tu nagle tak z "grubej rury". Od początku, kiedy dowiedziałem się o zgłoszeniu do akcji Zwykły Bohater przez moją Siostrę, w kolaboracji, o czym się później dowiedziałem, z moją Mamą, nie wczuwałem się w to za bardzo. Było mi niezmiernie miło przeczytać w tym zgłoszeniu tak miły tekst na swój temat,  stworzony przez jedne z najbliższych mi osób. Przez ten sam fakt już czułem się wygrany i czuję się tak  nadal. Bo co może być piękniejszego niż to, że rodzina jest dumna ze swojego najmłodszego syna, brata i takie ma zdanie na jego temat? Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne nie zawsze tym powodem do dumy byłem (śmiech).

A dzisiaj? Jak to jest z tym finałem?

Jjeżeli chodzi o samo dostanie się do finału - z pewnością jest to wielkie wyróżnienie, że spośród tylu zgłoszeń Jury wybrało m.in moją osobę. Tym bardziej - i tutaj jestem maksymalnie szczery i nie zgrywam fałszywej skromności, czy coś w tym stylu - nigdy człowiek nie podchodził do tego, by należało mu się cokolwiek. A tu nagle takie rzeczy. Staram się w tym wszystkim nie dać zwariować i pamiętać - i Wy drodzy czytelnicy również pamiętajcie (śmiech) - że GWIAZDY to są na niebie, WIELKIE to są góry a WSPANIAŁY jest niedzielny obiad z rodziną. A My - cokolwiek by się nie działo - starajmy się zachowywać po prostu po ludzku (uśmiech).
Jesteś muzykiem. Jak zrodziła się w Tobie ta pasja?

Jak się zrodziła ta pasja...? Bezgraniczna miłość od pierwszego usłyszenia (uśmiech). Każdy zapewne za dzieciaka miał różne marzenia, kim chce być w przyszłości i co chce robić. Zapewne u niektórych to był nie lada dylemat. Ja miałem ułatwioną tę życiową "rozterkę", ponieważ od najmłodszych lat wiedziałem co chcę robić i po dziś dzień konsekwentnie idę tą drogą. I będę nią szedł do póki starczy mi sił.

W zgłoszeniu do akcji Zwykły Bohater czytamy, że walczysz z ciężką chorobą…. Czy można Ci w tej walce pomóc?

Czy to ciężka choroba...? Sam się nad tym zastanawiałem, po tym jak przeczytałem zgłoszenie, czy w ogóle można to tak nazwać? Ja osobiście starałem się unikać takiego określenia. Tak naprawdę po dziś dzień nie wiadomo o co dokładnie chodzi i jak to wyleczyć. Sprawy związane z układem nerwowym to paskudne sprawy, bardzo ciężkie do  zdiagnozowania a tym bardziej do wyleczenia. Operacja za operacją i dalej nic. Jednak wierzę, z całego serducha, że przyjdzie taki dzień i tego cholerstwa się pozbędę. Nie chcę tu się roztkliwiać nad tym, jak to teraz wygląda, co się ogólnie dzieje przez te problemy m.in z nerwami obwodowymi, ale uwierzcie mi na słowo - życie w ciągłym bólu, gdy się go odczuwa w każdej minucie swojego życia, do najprzyjemniejszych spraw na pewno nie należy. Ale też nie ma co zbytnio przeżywać i się użalać (uśmiech). Życie toczy się dalej a jak to mówią "co nie zabije to wzmocni" (śmiech). A czy można mi jakoś pomóc... pewnie że można! Trzymajcie bardzo mocno za mnie kciuki by ból ze mną nigdy nie wygrał (uśmiech).
Pytam o pomoc dla Ciebie, a tymczasem to Ty, mimo problemów ze zdrowiem, niesiesz pomoc innym. Jak się zaczęła ta działalność?

Zaczęła się w bardzo prosty sposób - od udowodnienia sobie i wszystkim dokoła, że słowa mojej świętej pamięci Babci, przekazywane później przez moją Mamę, mają wielką wartość. A mianowicie, że jedna osoba wszystkim nie jest w stanie pomóc, ale wszyscy jednej? Tak! (uśmiech). I pierwszym takim namacalnym dowodem była Akcja Korek dla Mikołajka, niesamowitego chłopczyka pochodzącego z mojego rodzimego miasta. Mikołaj urodził się bez rączek i bez nóżek a protezy, rehabilitacja, sprzęt i wszystko co z tym związane, wiadomo - to kolosalne pieniądze. Nieraz się słyszy, że ludzie zbierają korki na skup, bo potrzebne im na coś pieniądze. Pomyślałem więc, że warto wykorzystać ten fakt. Tym bardziej, że rodzice Mikołajka sami - z tego co słyszałem - chcieli spróbować takiego rodzaju zbiórki. Niejeden pomyśli sobie: co da mój jeden, dwa, czy nawet cały worek korków, kiedy to trzeba tony, by jakieś pieniądze z tego były? Ja to rozumiem i nie twierdzę, że sam tak po części na początku nie myślałem. Ale to nie stało na przeszkodzie, by spróbować. Jednocześnie spróbować ludzi przekonać, by jednak ten korek, dwa korki, całą reklamówkę, nie wyrzucali do śmietnika a zbierali i wysyłali. No i udało się - ponad 100 ton korków, co daje ponad 100 tysięcy złotych!
Niemała kwota...

Tak, Wtedy uwierzyłem bezgranicznie w te słowa, o których wspomniałem na początku. Także od tego, można powiedzieć, się zaczęło. To, co udowodniła mi ta akcja, czyli to, że RAZEM MOŻEMY WSZYSTKO, bez żadnych wyrzutów sumienia oraz zahamowań (śmiech), wykorzystywałem w dalszych akcjach, które miałem okazję stworzyć. W miarę swoich możliwości wykorzystuję nadal. To się cały czas sprawdza. Te akcje to tylko iskra do tego, by rozpalić ogień. Ogień, którzy tworzą ludzie biorący aktywny udział w tych wszystkich przedsięwzięciach.
Czujesz się bohaterem?

Jeżeli ktoś prosi o pomoc, a Ty w danym momencie masz przynajmniej możliwość spróbowania udzielić tej pomocy i zrobisz to w jakikolwiek sposób, to nie czuj się ani BOHATEREM, ani WIELKIM człowiekiem ani WSPANIAŁYM człowiekiem - czuj się po prostu człowiekiem. Człowiekiem, który zachował się po ludzku, podkreślam - PO LUDZKU (uśmiech). Pytasz, czy się czuję bohaterem? Nie. Ja zwyczajnie nim nie jestem (uśmiech). 
Dziękuję za rozmowę.

Wszystkiego dobrego! Dziękuję.

Odwiedź nasz profil Zwykły Bohater